autor:
,
polub nas na Facebook:
udostępnij:

Kiedy spotykam się z 5-letnim synkiem mojej kuzynki zawsze pada pytanie: "Ciociu, a czy mogłabyś mi kupić małą słodycz?". Jak myślisz, kupuję dziecku, czy robię wykład na temat cukrzycy, otyłości i obecności oleju palmowego w słodyczach?

Odpowiedź brzmi: to zależy. Jeśli dziecko prosi o słodycz pierwszy raz na przestrzeni tygodnia to nie mam z tym absolutnie żadnego problemu. Natomiast jeśli prosi o słodycze 3 raz w ciągu dnia, mówię stanowczo nie.

Nie demonizuję słodyczy ani dzieciaczkom z mojego otoczenia, ani moim pacjentom. Staram się je edukować i uczyć rozsądnych wyborów. Zacznijmy od tego, że z maluchami w gabinecie zawsze negocjuję ilość spożywanych słodyczy. To oni proponują ile słodyczy chcą zjeść w ciągu tygodnia, negocjacje czasem trwają kilkanaście minut, ale zazwyczaj udaje nam się zejść do 2-3 razy na tydzień i z czystym sumieniem wpisuję je w jadłospis. Walka o słodycze tak naprawdę już na starcie jest przegrana. Spójrzmy prawdzie w oczy, nie ochronisz swojego dziecka przed światem, który oferuje cukier na każdym rogu ulicy. Przypomnij sobie ulubione reklamy, filmy, seriale, piosenki. Słodycze są obecne z nami każdego dnia. Twoim zadaniem jest nauczyć dziecko mądrze z nich korzystać. Jak to zrobić? Zabieram Cię dzisiaj na lekcję jedzenia słodyczy.

1. Nie demonizuj jedzenia i nie dziel go na za zakazane i dozwolone

W praktyce? Jeśli za każdym razem, kiedy maluch kręci nosem widząc zielonego brokuła na swoim talerzu, Ty zapewniasz go, że jak tylko ładniutko i szybciutko zje te małe różyczki to dostanie pyszny deserek to popełniasz poważny błąd.

Efekt? Dziecko wykształca sobie nawyk: słodycze=nagroda. Za każdym razem, kiedy zrobi coś dobrego będzie chciało uzyskać nagrodę w postaci słodkości.

Zakazany owoc ciągle krąży Ci nad głową? Dzieciakom też. Im więcej zakazów, tym większa pokusa, żeby je złamać.

2. Podawaj słodycze w obecności owoców

To zasada, której ja jako dietetyczka trzymam się w swoim dorosłym życiu. Lubię słodycze i były one w moim domu zawsze obecne. Nauczyłam się jednak mądrze wybierać i staram się zjadać je w towarzystwie owoców.

Dzięki temu dajemy maluchowi wybór czy tak naprawdę to on miał ochotę na słodycze, czy może jednak w pełni zaspokoją go owoce.

3. Naucz dziecko uważności

Batonik zjedzony w pośpiechy, a batonik zjedzony z uważnością i celebracją ma co prawda tyle samo kalorii, ale uczucie sytości zdecydowanie się różni. Moje doświadczenie w gabinecie pokazuje, że jeśli pacjenci jedzą batona w ciszy, delektują się jego kawałkami to znacznie szybciej odczuwają efekt „przesłodzenia”, niż kiedy zjadają w pośpiechu. Ciekawe, prawda? Uważność uczy, żeby skupić się na tym co jemy tu i teraz bez żadnych rozpraszaczy. Warto to przełożyć na każdy posiłek. Dobrze gdyby był zjedzony w ciszy i skupieniu.

4. Nie wciskaj na siłę

Każdy z nas zna powiedzenie, że na serniczek jest osobny żołądek. W rzeczywistości jednak mamy tylko jeden żołądek. I jeśli nasz organizm daje znać: „Stop! Już więcej nie wcisnę, odpuść serniczek” to należy ten kawałeczek pysznego ciasta sobie odpuścić. I choćby skończyło się to awanturą i tupaniem przez babcię nogą to daj dziecku przykład, jak jeść zgodnie ze swoim organizmem.
Złota zasada: jedz, kiedy jesteś głodny i kończ, kiedy czujesz się najedzony. Nie mamy obowiązku zamawiać deseru w restauracji, ani dojadać po dziecku kiedy ono nie zje tortu na imprezie rodzinnej.

5. Jedzenie nie jest nagrodą, ani sposobem na pocieszenie

Zarządzanie emocjami to bardzo ważna umiejętność, którą nabywamy i pielęgnujemy przez całe życie. Dzieci, które nie mają przestrzeni do wyrażania tego, co czują znacznie szybciej sięgają po jedzenie, jako nagrodę pocieszenia lub sposób nagradzania siebie za dobre osiągnięcia.

Jedzenie pod wpływem emocji sprzyja otyłości i powstaniu zaburzeń odżywiania. Jeśli maluch nie radzi sobie z trudnymi emocjami w pierwszej kolejności trzeba dać mu przestrzeń, porozmawiać, a także warto skonsultować to ze specjalistą. Jedzenie nie zastąpi rozmowy, miłości i terapii.

6. Wybieraj mniejsze opakowania

Po ilu kostkach czekolady się uśmiechasz? Na ilu kawałkach ptasiego mleczka kończysz? Kupowanie produktów i chowanie ich „na później” to takie trochę oszukiwanie samego siebie. Trzeba mieć naprawdę silną wolę, żeby nie sięgać po więcej. Szczerze podziwiam takich ludzi. Lepiej jednak nie igrać z twardym przeciwnikiem i kupować mniejsze opakowania. Naprawdę lepszy baton niż wielka czekolada lub opakowanie ptasiego mleczka. Poza tym papierek wyrzucisz i nie było tematu, a czekoladę schowasz i wiesz, że ona tam czeka.

7. Dawaj wybór

Dzieci chcą brać odpowiedzialność i mieć poczucie sprawczości. Wiele razy udało mi się wytłumaczyć moim podopiecznym, że duża czekolada to zdecydowania za duża „słodycz”, ale mogą w zamian wybrać sobie ulubionego batona. Idźmy na kompromis. Nie narzucajmy zawsze swojego zdania.

8. Dawaj przykład

I to powinien być obowiązkowy punkt pierwszy. Dzieci obserwują i naśladują. Jeśli Ty, jako rodzic nie pozwalasz dziecku spożywać słodyczy i mówisz mu, jakie są niezdrowe, ale jednocześnie sam zajadasz się w ukryciu słodyczami to nie jest dobra droga. Możecie zrobić sobie dzień jedzenia słodkości albo wspólnie przygotować zdrowsze zamienniki, poszukać razem przepisów i produktów z lepszym składem.

Pomyśl, jaką zabawą może być wspólne przygotowanie „ fit ptasiego mleczka” albo „fit snickersa”.

Chciałabym dzisiaj upuścić trochę powietrza z balonika z napisem „Słodycze to zło”. Oczywiście wiemy, że nie są one produktem pełnowartościowym. Zawartość oleju palmowego i cukru sprawia, że pragniemy ich więcej, że czujemy się po nich błogo, a to może prowadzić do uzależnienia od słodyczy. Konsekwencją tego będzie nadwaga, otyłość i choroby tj. cukrzyca, nadciśnienie, niealkoholowe stłuszczenie wątroby itp.

Nie popadajmy jednak w skrajność. Starajmy się podchodzić do tej sprawy z mądrością i umiarem.

© 2019 - 2021 Mentor Ubezpieczenia